Ikona jest zjawiskiem wielowymiarowym. Narzucona z góry forma i proces tworzenia mają określony cel. Ikona jest bardzo niedzisiejsza. Autor jest nieistotny. Unikatowość jest nieistotna. Istotny jest czas i droga. Niczego nie da się przyspieszyć, niczego nie da się pominąć. I nic nie jest przypadkowe. Twórczy szał mija się z ikoną, bo ona zaczyna się tam, gdzie staje czas, a narzędzia z rąk przechodzą do serca.

Na początku ikony nie były tylko „cerkiewne”. Kanon zrodził się dużo wcześniej, jeszcze przed Wielką schizmą wschodnią. Gdy cesarz Leon III Izauryjczyk oficjalnie potępił kult ikon, rozpoczęło się niszczenie świętych wizerunków i torturowanie ikonopisarzy. Mnisi i wierzący płacili życiem za ukrywanie ikon. Na szczęście podczas Soboru Nicejskiego II przywrócono kult ikon. Po drodze wydarzy się jeszcze parę zawieruch i sporów teologicznych, ale ikony przetrwają. Z czasem sakralna sztuka zachodnia pójdzie w stronę naturalizmu, a sztuka wschodnia będzie rozwijać kanon aż ikony staną się częścią liturgii, i wręcz „Pismem Świętym”.

Obrazy malować mógł każdy, ale nie każdy mógł pisać ikony. Ikonopisarz pościł, medytował i wierzył, że powstawanie obrazu jest emanacją bóstwa. Mnisi milczeli podczas całego procesu powstawania ikony i zgłębiali żywoty świętych, których wizerunki przedstawiali. Często czytam, że ikona to wrota do nieba. Myślę, że wynika to z natury człowieka, który od samego początku był stworzeniem wrażliwym na piękno. Abstrakcyjna i skodyfikowana forma wizerunku pomaga skupić myśli w wybranym kierunku. Nieludzkie piękno wizerunków świętych porusza jakąś strunę w ludzkiej duszy. Widząc ikonę nie myślę o anatomii, klasycznych proporcjach, perspektywie, nie analizuję zdolności artysty. Widzę nieruchomą postać o wysokiej dynamice duchowej.

Ciekawostką dla mnie jest fakt, że pierwotnie ikon nie można było kupić. Pisarz, nie czerpał korzyści majątkowych ze swojej pracy. Ikony były wyłącznie obiektem/środkiem kultu, a pisarz pełnił jedynie rolę narzędzia, które odtwarza archetypiczne motywy.

Napisanie ikony kanonicznej, jest bardzo wymagającym zadaniem. Najpierw należy zgłębić podstawy teologiczne, symbolikę koloru, nietypowych proporcji i języka wyrazu. Potem opanować technikę przygotowania deski, złocenia, kładzenia sankiru, malowania szat, ciała i konturowania. A w tym wszystkim – unikania cienia. Teologicznie, Bóg jest światłem, dlatego ikonopisarz unika światłocienia, by w świętej rzeczywistości nie pojawił się cień. Jeśli światło zawiera byt, to w cieniu nie ma bytu. Klasyczne malarstwo operuje światłem i cieniem, wywiera na odbiorcy różne wrażenia. Klasyczna ikona nie ma z malarstwem wiele wspólnego.

Obraz ikonograficzny nie może być zbyt naturalistyczny i nie powinien być odbiciem osobowości artysty. Nie mam pojęcia jak tego uniknąć, bo nigdy nie ma dwóch takich samych ikon, mimo iż powstają na podstawie Praobrazu. Do tego wszystkiego, ikona kanoniczna nie ma wywierać wrażenia na odbiorcy, ale wyciszać go i ułatwić wprowadzenie w medytacyjny nastrój.

A na końcu… Wizerunek należy opisać. Nadanie nazwy ikonie to jej uświęcenie. Opis jest gwarancją, że wizerunek należy do tego, kogo przedstawiono. Teologicznie, to co nie ma imienia, nie istnieje. I w końcu, znając imię, możemy wejść w bliską relację ze świętym.

Gdy cały proces tworzenia ikony dobiegnie końca, to dalej jest to tylko obrazek. Ikona staje się prawdziwą ikoną dopiero po uzyskaniu błogosławieństwa i uczestnictwie w liturgii. Konsekracja nadaje dziełu artystycznemu nowe znaczenie i moc.

 Czy to przez kontemplację Pism, czy przez wyobrażenia ikon… Wspominamy wszystkie prototypy i jesteśmy wprowadzeni w ich obecność.

VII Sobór

Czym jest Praobraz? Kiedy pisarz jest godny przyjęcia tej mistycznej energii? Czy wizerunek przedstawiony na ikonie patrzy na mnie, czy ja patrzę na wizerunek?

Kiedyś znajdę odpowiedzi, na razie maluję jedynie odbicia ikon, zauroczona mistycznym charakterem cudownych obrazów. Gdy zrobiłam pierwszy krok, pomyślałam, że nie spotkałam jeszcze tak trudnego zadania. Wszystko, co robiłam do tej pory wymagało ode mnie jedynie sprawności technicznej i orientacji w temacie. Tutaj potrzeba o wiele wiele więcej, by zrobić cokolwiek. Zaś by zrobić coś dobrze, potrzeba czynnika nadludzkiego.