Ikona jest zjawiskiem wielowymiarowym. Narzucona z góry forma i proces tworzenia mają określony cel. Ikona jest bardzo niedzisiejsza. Autor jest nieistotny. Unikatowość jest nieistotna. Istotny jest czas i droga. Niczego nie da się przyspieszyć, niczego nie da się pominąć. I nic nie jest przypadkowe. Twórczy szał mija się z ikoną, bo ona zaczyna się tam, gdzie staje czas, a narzędzia z rąk przechodzą do serca.

Na początku ikony nie były tylko „cerkiewne”. Kanon zrodził się dużo wcześniej, jeszcze przed Wielką schizmą wschodnią. Ale z czasem sakralna sztuka zachodnia udała się w stronę naturalizmu, a sztuka wschodnia rozwijała kanon ikonograficzny, włączając ikonę w obrzędy religijne.

Obrazy malować mógł każdy, ale nie każdy mógł pisać ikony. Ikonopisarz pościł, medytował i wierzył, że powstawanie obrazu jest emanacją bóstwa. Mnisi milczeli podczas całego procesu powstawania ikony i zgłębiali żywoty świętych, których wizerunki przedstawiali. Często czytam, że ikona to wrota do nieba. Myślę, że wynika to z natury człowieka, który od samego początku był stworzeniem wrażliwym na piękno i to ono uruchamiało w nas duchowość. Abstrakcyjna i skodyfikowana forma wizerunku pomaga skupić myśli w wybranym kierunku. Nieludzkie piękno wizerunków świętych porusza jakąś strunę w ludzkiej duszy. Widząc ikonę nie myślę o anatomii, klasycznych proporcjach, perspektywie, nie analizuję zdolności artysty. Widzę nieruchomą postać o wysokiej dynamice duchowej.

Ciekawostką dla mnie jest fakt, że pierwotnie ikon nie można było kupić. Pisarz, nie czerpał korzyści majątkowych ze swojej pracy. Ikony były wyłącznie obiektem/środkiem kultu, a pisarz pełnił jedynie rolę narzędzia, które odtwarza archetypiczne motywy.

Napisanie ikony kanonicznej, to bardzo wymagające zajęcie. Najpierw należy zgłębić podstawy teologiczne, symbolikę koloru, nietypowych proporcji i języka wyrazu. Potem opanować technikę przygotowania deski, złocenia, kładzenia sankiru, malowania szat, ciała i konturowania. A w tym wszystkim – unikania cienia. Teologicznie, Bóg jest światłem, dlatego ikonopisarz unika światłocienia, by w świętej rzeczywistości nie pojawił się cień. Jeśli światło zawiera byt, to w cieniu nie ma bytu. To w tym miejscu następuje rozłam między wschodem i zachodem. Klasyczne malarstwo operuje światłem i cieniem, wywiera na odbiorcy różne wrażenia i emocje. Klasyczna ikona nie ma z malarstwem wiele wspólnego.

Obraz ikonograficzny nie może być zbyt naturalistyczny i nie powinien być odbiciem osobowości artysty. Nie mam pojęcia jak tego uniknąć, bo nigdy nie ma dwóch takich samych ikon, mimo iż powstają na podstawie Praobrazu. Do tego wszystkiego, ikona ma wyciszać i ułatwiać wprowadzenie w medytacyjny nastrój. Ikona opowiada wszystko to, co oko ludzkie widziało i co zostało opisane w Piśmie Świętym. Opowieść ta nie jest dosłowna, ale jak przypowieści, pełna symboli, wyjęta z innego świata. Fałszywa perspektywa dodatkowo wskazuje na opisowy charakter obrazu. Widzimy księgę z przodu, z boku i z góry jednocześnie. Postacie są poza czasem i miejscem, oświetlone z różnych stron, bez relacji perspektywistycznej. Ikona to opowieść, którą odczyta każdy tak samo.

Ostatni etap, to opisanie wizerunków. Nadanie nazwy ikonie to jej uświęcenie. Opis jest gwarancją, że wizerunek należy do tego, kogo przedstawiono. Teologicznie, to co nie ma imienia, nie istnieje. I w końcu, znając imię, możemy wejść w bliską relację ze świętym.

Ale to jeszcze nie koniec. Ikona staje się prawdziwą ikoną dopiero po uzyskaniu błogosławieństwa i uczestnictwie w liturgii. Konsekracja nadaje dziełu artystycznemu nowe znaczenie i moc. Obraz przestaje być tylko obrazem.

 Czy to przez kontemplację Pism, czy przez wyobrażenia ikon… Wspominamy wszystkie prototypy i jesteśmy wprowadzeni w ich obecność.

VII Sobór

Czym jest Praobraz? Kiedy pisarz jest godny przyjęcia tej mistycznej energii? Czy wizerunek przedstawiony na ikonie patrzy na mnie, czy ja patrzę na wizerunek?

Ja na razie maluję jedynie odbicia ikon, zauroczona mistycznym charakterem cudownych obrazów. Gdy zrobiłam pierwszy krok, pomyślałam, że nie spotkałam jeszcze tak trudnego zadania. Wszystko, co robiłam do tej pory wymagało ode mnie jedynie sprawności technicznej i orientacji w temacie. Tutaj potrzeba o wiele wiele więcej, by zrobić cokolwiek. Zaś by zrobić to dobrze, potrzeba czynnika nadludzkiego.